Kim jesteśmy
Pomocnicy Maryi Matki Kościoła
Pomocnicy Maryi Matki Kościoła - ruch zainicjowany przez bł. Stefana kardynała Wyszyńskiego. Słowo „Pomocnicy” i wynikające z tego słowa hasło pomocniczości, wskazują na postawę służebną, zwłaszcza wobec potrzebujących, którą powinien odznaczać się każdy Pomocnik. Słowo „Matka” wskazuje na Najświętszą Maryję Pannę i mówi o duchowości – duchowości maryjnej – Pomocnika. Słowo „Kościół” wskazuje zaś na umiejscowienie Pomocnika i tego wszystkiego co on czyni, w ramach posługi i przepisów Kościoła Świętego, stąd mówimy o eklezjalności Pomocników Matki Kościoła. Idee pomocniczości, maryjności i eklezjalności, którymi staramy się żyć, mówią o naszym katolicyzmie. Bo przecież każdy człowiek, który chce żyć na sposób katolicki, winien pomagać tym, którzy są w potrzebie, winien czcić Matkę Bożą i zachować jedność z Kościołem. Pomocnicy to czynią. I to jest już bardzo dużo. Tak! My, Pomocnicy, jesteśmy katolikami i jesteśmy z tego dumni.

Wiara jest skarbem
Jest skarbem, a więc trzeba go strzec. A najlepszym sposobem na ustrzeżenie swej wiary przed rozmaitymi niebezpieczeństwami, jest dążenie do jej pogłębienia. Dlatego też nie stronimy od formacji: chcemy poznawać Biblię, chcemy coraz lepiej rozumieć nauczanie Kościoła, chcemy głęboko przeżywać przyjmowanie przez nas sakramentów świętych. Cieszymy się z kapłanów, którzy nas pouczają i utwierdzają w wierze, a największym pragnieniem - pragnienie nieba.
Wiara jest skarbem, którym trzeba się dzielić. Dlatego dbamy nie tylko o swoje własne zbawienie, ale zabiegamy o niebo – zachętą, dobrym przykładem, modlitwą – także dla bliźnich.

Pomaganie nałogiem
Tego właśnie nas uczy i tego od nas wymaga nasz bł. Założyciel, czyli Stefan kardynał Wyszyński. Chętnie więc spełniamy uczynki miłosierne co do duszy i co do ciała, angażując się w to wszystko, co służy duchowemu i cielesnemu dobru naszych bliźnich.
Warto tutaj zaznaczyć, że bliźnim, któremu pomagamy, jest także Maryja. Czy Ona potrzebuje naszej pomocy?

Czy Maryja nas potrzebuje?
Warto tutaj zaznaczyć, że bliźnim, któremu pomagamy, jest także Maryja. Czy Ona potrzebuje naszej pomocy? Odpowiedź na to pytanie wiąże się z troską Matki Bożej o zbawcze dzieło Jej Syna. Kościół nas uczy, że wszyscy ludzie są odkupieni (bo za wszystkich Jezus umarł i dla wszystkich zmartwychwstał), ale nie wiemy, czy wszyscy będą zbawieni (bo istnieje ewentualność, że nie wszyscy zechcą z daru odkupienia skorzystać). Dlatego Zbawiciel założył Kościół Święty, który jest narzędziem zbawienia, tzn. jest pomocą daną ludziom, by niebo mogli stosunkowo łatwo osiągnąć. Maryja, jako Matka Kościoła, w swoim zatroskaniu o zbawcze dzieło Jej Syna zabiega o to, by owo narzędzie dobrze funkcjonowało. Kardynał Wyszyński uczy nas, że tym co najbardziej Kościołowi szkodzi, jest ograniczenie jego wolności – ograniczenie zewnętrzne (np. spowodowane wrogością państwa do Kościoła) i ograniczenie wewnętrzne (spowodowane grzechami członków Kościoła). Matkę Bożą zapewne owe ograniczenia martwią (bo czynią Kościół mniej skutecznym) i stąd zachęta/propozycja Prymasa Tysiąclecia, byśmy Maryi pomagali w Jej rozmaitych działaniach na rzecz wolności Kościoła. Pomagamy zaś Matce Bożej oddając się Jej na własność. Nasz błogosławiony Założyciel uważał bowiem, że owo oddanie się Matce Bożej w niewolę bardzo Jej pomaga w opiece nad Kościołem i trosce o jego wolność.
Innymi słowy mówiąc: Pomocnicy są zakochani w Matce Bożej! Wyrazem zaś owej miłości jest pragnienie, by się do Niej upodobnić. Bierzemy z Niej wzór, bo widzimy w Niej pierwszą i najdoskonalszą chrześcijankę, czyli Królową wszystkich Świętych. Stąd też nasze dążenie, by naśladować Jej cnoty/postawy, bez których trudno sobie wyobrazić życie prawdziwie chrześcijańskie.
W naszym Ruchu w szczególny sposób akcentujemy 4 cnoty Matki Bożej:
1. Słuchać!
- Słuchać! tzn. usłyszeć, co Bóg do nas mówi
(Łk 1,26-38; Mk 3,31-35; J 19,25-27).
- Słuchać! tzn. być Bogu posłusznym
(Łk 1,26-38; Mk 3,31-35; J 2,1-11).
2. Ufać!
- Ufać! tzn. być przekonanym (bez względu na to, co się w moim życiu dzieje), że Bóg mnie kocha i troszczy się o mnie. Nawet jeśli jak Hiob, jestem dotknięty rozmaitymi nieszczęściami, to nie jest to powód, bym dał sobie odebrać powyższe przekonanie, czyli wątpił o Bożej miłości (Mt 2,13-23; Łk 2,22-35; Łk 2,41-52; J 19,25-27).
3. Służyć!
- Służyć! Służyć Bogu i bliźniemu, zwłaszcza przez praktykowanie uczynków miłosiernych co do duszy (Maryja wzorem: J 2,1-11; Dz 1,12-14), oraz uczynków miłosiernych co do ciała (Maryja wzorem: Łk 1,39-56).
4. Wielbić!
- Wielbić! tzn. zachwycić się Bogiem, czego wyrazem jest modlitwa (Łk 1,46-56) oraz to wszystko, o czym była mowa wyżej (Słuchać!, Ufać!, Służyć!).
Da się to też wyrazić w sposób następujący:
Pomocnicy Matki Kościoła kochają Kościół Święty!
Z ową miłością do Kościoła wiąże się jednak pewien problem. Otóż w tzw. Liście Założycielskim z dnia 26 sierpnia 1969 r., którym bł. Stefan Wyszyński ustanowił Ruch Pomocników Matki Kościoła możemy znaleźć taką myśl, że Pomocnikiem Maryi jest ten katolik, który – w nawiązaniu do Milenijnego Aktu Oddania z dnia 3 maja 1966 r. – osobiście oddaje się Matce Bożej za wolność Kościoła w Polsce i na świecie. Prymasowi Tysiąclecia bardzo zależało, by jak największa rzesza wierzących chciała zostać Pomocnikami i stąd jego gorąca zachęta, by oddawać się Maryi na własność dla dobra Kościoła.
Rzecz w tym, że aby coś takiego katolik chciał uczynić, to musi mu na Kościele zależeć, więcej nawet: jeśli katolik chce iść za wezwaniem bł. Stefana, to winien Kościół kochać, albo przynajmniej pragnąć, by do tej miłości dojrzewać. I tutaj pojawiają się pierwsze przeciwności, ponieważ miłość do Kościoła może się wydawać nie tylko czymś bardzo trudnym, lecz często także czymś niepojętym. Wystarczy przywołać te jakże ludzkie reakcje (ludzkie, w znaczeniu: zrozumiałe), gdy zapytamy o tę miłość. Otóż tym co jest charakterystyczne dla reakcji na pytanie o miłość do Kościoła, jest zdziwienie: „Czy kocham Kościół? A dlaczego miałbym go kochać? Kościół mnie nie obchodzi. Jeśli czegoś potrzebuję od niego – chrztu, Mszy, pogrzebu – to płacę i wychodzę, dokładnie tak jak w supermarkecie. Mam kochać supermarket? Do tego nie da rady kochać Kościoła, którym rządzą chciwe na ludzki pieniądz nieroby, czy pedofile w sutannach! Cóż to za godne miłości miejsce, jeśli księża są niedostępni i wyniośli, biskupi oderwani od życia, a zaludniającym go sfanatyzowanym babciom wciska się ciemnotę? Mogę kochać mamę, tatę, dziewczynę, czy chłopaka, ewentualnie klub piłkarski, ale nie Kościół! Oczywiście, mógłbym poczuć coś na kształt sympatii do Kościoła, o ile Kościół przestałby się wtrącać w moje życie, przestałby mnie oceniać i pouczać i w ogóle dostosowałby się do dzisiejszego świata. Ale prędzej piekło zamarznie, nim coś takiego się stanie.”
Powyższe, negatywne reakcje na pytanie o miłość do Kościoła, są niewątpliwie świadectwem ignorancji: ludzie nie wiedzą, albo nie przyjmują do wiadomości, że On dany nam jest jako narzędzie zbawienia, czyli łaska Boża (pomoc Boża), do zbawienia koniecznie potrzebna.
No tak, ale są też tacy katolicy, którzy prawdę o Kościele znają i ją rozumieją. Czy tym samym oni Kościół kochają? Trudno powiedzieć… Można sądzić, że sporo z tych treści, o których była mowa w zapisanych powyżej negatywnych reakcjach tkwi nie tylko w sercach ludzi, którzy do Kościoła odnoszą się wrogo, ale są także jakoś tam akceptowane przez tych, którzy wiedzą i pojmują. I przez to miłość do Kościoła jest z ich punktu widzenia miłością trudną, a może wręcz niemożliwą.
Nie jest więc łatwo orzec, czy wszyscy wierzący i praktykujący katolicy bezwzględnie i głęboko obdarzają Kościół miłością, natomiast nie ulega wątpliwości, że są wśród nich tacy, którzy bardzo się starają, aby Kościół kochać, co oczywiście nie oznacza, że zawsze im to wychodzi. Pomocnicy Matki Kościoła do grona tych ludzi starają się aspirować. Kim oni są?
To ci, którzy wyszli naprzeciw wspomnianej na początku propozycji skierowanej do wiernych przez bł. Stefana Wyszyńskiego. Jaka jest treść tej propozycji? Już ją poznaliśmy.
Oto ona: „Oddaj się Maryi na własność, za wolność Kościoła w Polsce i na świecie.”
No dobrze, ale co to ma wspólnego z miłością do Kościoła? Cóż… Trudno oddać się za coś w niewolę, jeśli się tego czegoś nie kocha.
Tak… Kochamy Kościół Święty, bo jak tu Go nie kochać, skoro – jak czytamy w Milenijnym Akcie Oddania – „Kościół jest żyjącym i działającym we współczesnym świecie Chrystusem!”? Kochamy więc Kościół ze względu na Jezusa, ale także ze względu na człowieka (często grzesznego, zagubionego i występującego przeciwko tej „wrednej, zacofanej instytucji”), któremu owa Wspólnota służy jak nikt. Kościół jest dla nas wartością także ze względu na Maryję, bo wzorując się na Niej, chcemy Go kochać tak jak Ona. Poza tym, czymże by było oddanie Maryi własnej wolności za wolność Kościoła, gdyby nam na owym Kościele nie zależało?
Wyrazem naszej miłości do „żyjącego i działającego we współczesnym świecie Chrystusa” jest nasza duma z przynależności do Kościoła, oraz traktowanie spraw Kościoła jako naszych osobistych spraw: Kościół to nasze życie.
Pomocnikami Maryi są ci, którzy:
- osobiście włączyli się w Milenijny Akt Oddania; ów Akt uznajemy za swój, ponieważ uważamy, że jest on wyrazem naszych osobistych myśli, pragnień i uczuć;
- osobiste włączenie się w Milenijny Akt Oddania rozumieją jako oddanie się Maryi w macierzyńską niewolę miłości „za wolność Kościoła w świecie i w Ojczyźnie naszej, ku rozszerzaniu się Królestwa Chrystusowego na ziemi”;
- przyjmują na siebie odpowiedzialność za Kościół Święty i dlatego jesteśmy gotowi nieść Kościołowi czynną pomoc w każdej chwili i w każdej sprawie.
Jesteśmy Pomocnikami Matki Kościoła,czyli katolikami, którzy kochają Maryję i Kościół Święty.

Żyję w Kościele, żyję Kościołem, jestem za Niego odpowiedzialna.
Interesuję się Kościołem (Kościołem w skali powszechnej i parafialnej). Staram się o to, by dla naszych pasterzy (zwłaszcza posługujących w parafiach) być oparciem i pomocą. Nie oczekuję, że w parafii ktoś coś zrobi, gdy mogę to zrobić sama. Bywa, że nie mam sił. Bywa, że czuję się osamotniona i że choć daję oparcie innym, sama żadnego (poza Matką Bożą) oparcia nie mam. Ale miłość do Kościoła skłania mnie do tego, by nie czynić niczego, co nie jest poparte pasterskim błogosławieństwem. W taki właśnie sposób daję świadectwo mojej odpowiedzialności za Kościół.

Kocham swoją rodzinę i Ojczyznę.
Jaka jest miara naszej miłości do Kościoła i odpowiedzialności za Niego? Bł. Stefan Wyszyński uczy nas, że ową miarą jest miłość i odpowiedzialność w odniesieniu do rodziny i Ojczyzny: tak jak kochamy rodzinę i Ojczyznę, tak też mamy kochać Kościół. Bo rodzina, Ojczyzna, Kościół, to tak naprawdę jedna rzeczywistość, w której żyje Bóg i Jego dzieci. Nie jest więc dobrym Pomocnikiem ten, dla którego Kościół (zwłaszcza w wymiarze parafialnym) jest czymś obcym, a także ten, kto zaniedbuje rodzinę, bądź nie troszczy się o swoją...

Uczymy się od Wielkich.
Mamy świadomość, że „jesteśmy karłami na barkach Olbrzymów”. Tymi Olbrzymami są dla nas wielcy czciciele Chrystusa i Jego Matki: św. Efrem Syryjczyk, św. Cyryl Aleksandryjski, św. Bernard z Clairvoux, św. Bonawentura, św. Pius V, św. Andrzej Bobola, św. Ludwik Grignion de Montfort, św. Maksymilian Kolbe, św. Paweł VI, św. Jan Paweł II, bł. Stefan kardynał Wyszyński i wielu, wielu innych. Oni nas uczą, oni nas inspirują, oni nas zachwycają. Obyśmy mieli choć cząstkę tego ducha, który Ich ożywiał…



